Autor: Marcin Witkowski
Zdjęcia: Konrad Czernicki

Szefowie Opla nie zasypują gruszek w popiele...
Wreszcie, szefowie Opla poszli po rozum do głowy i wrócili do idei budowy auta graniczącego z klasą premium. Do tej pory nie mogę zrozumieć, co kierowało nimi wyrzucając z oferty wspaniałą jak na owe czasy Omegę i wstawiając w to miejsce bądź co bądź o numer mniejszą i nudną do bólu Vectrę. Dzisiejszym moim gościem jest poniekąd następca owej Omegi, ale też w pewnym sensie wyjątkowo trafione rozwinięcie Vectry, czyli Opel Insignia w nadwoziu kombi. Czy sukces rynkowy tego auta jest rzeczywiście odzwierciedleniem jego wysokiej klasy i jakości? Tego spróbuje się dowiedzieć, zapraszam.

Ładne auto? Tylko w bogatych wersjach
Kiedy pierwszy raz zobaczyłem Insignie, na zdjęciu w jednej z gazet, byłem nią totalnie oczarowany, nie miałem pojęcia, że styliści Opla, są zdolni do tworzenia tak ciekawych projektów. Nie ukrywam, że byłem mile zaskoczony. Drugie spotkanie z flagowym modelem tej marki nie było już tak bajeczne. Trafiłem na ulicy na ubogą wersję w nadwoziu sedan z kuriozalnie podniesionym zawieszeniem i na felgach, które w obliczu tego sporego auta wyglądały jak z roweru typu składak. Wszystko razem wyglądało totalnie nieatrakcyjnie i wręcz śmiesznie. Wniosek nasunął się sam, aby nasza Insignia wyglądała tak świetnie jak w prospektach prasowych musimy wydać o wiele więcej pieniędzy niż na podstawową wersję. Niby wszystko rozbija się o drobne i kosmetyczne zmiany, ale odmienia to charakter samochodu o 180 stopni.
Nie wiem dlaczego z nowymi autami segmentu naszej testowej Insigni jest tak, że o wiele lepiej i dostojniej prezentują się w nadwoziu kombi. Tak było ze Skodą Superb, którą miałem przyjemność testować kilka miesięcy temu, tak jest i tym razem. Karoseria flagowego Opla jest pełna obłości, właściwie brak tu ostrych krawędzi, mimo wszystko całość nie wygląda źle i nadmiar krągłości absolutnie nie kłuje w oczy. Do przodu i linii bocznej nie sposób się przyczepić, to po prostu kawał solidnie zaprojektowanego, eleganckiego auta. Z tyłem jest już trochę gorzej, czuć jego lekką zwalistość i niezbyt pasuje to genialnego przodu. Ciekawym i funkcjonalnym rozwiązaniem są światła obrysowe znajdujące się pod pokrywą bagażnika, przydatne zwłaszcza gdy w nocy musimy się zatrzymać na poboczu i na przykład wymienić kolo, a to oczywiście znajduje się pod podłogą bagażnika, bezpieczeństwo pierwsza klasa!

Patrząc na karoserię Insigni już można odnieść wrażenie, że to auto klasy premium, natomiast najłatwiej utwierdzić się w tym przekonaniu zajmując miejsce za kierownicą. Ilość miejsca jest ogromna, spore wymiary robią swoje. Co prawda nie ma tu aż tyle miejsca co w niezrównanym pod tym względem Superbie, ale nikt nie będzie narzekał. Czteroosobowa rodzina wraz z psem bez kłopotów spakuje się nawet na dłuższy zagraniczny wyjazd. Wszystkie materiały użyte do wykończenia wnętrza są bardzo dobrej jakości, natomiast jakość montażu gdzieniegdzie mogłaby być lepsza. Tym nie mniej nic tu nie skrzypi i nie wykonuje podejrzanych ruchów na nierównościach i zakrętach, więc na braki w montażu można ewentualnie przymknąć oko. Coś za co należy się wielki minus to brak uchwytów na kubki, w takim aucie to wręcz nie do pomyślenia. Nieco smutne i czarne wnętrze rozjaśnia duży ekran nawigacji i systemu audio, niestety i tu mamy do czynienia z dużym niedociągnięciem, chodzi mianowicie o sposób obsługi nawigacji. Otóż musimy najpierw włożyć do czytnika płytę dvd z wgraną nawigacja i przez cały czas jej działania, owa nieszczęsna płyta musi znajdować się w napędzie, co pozbawia nas możliwości słuchania ulubionych piosenek z płyty CD. Nie można nazwać tego inaczej niż tylko totalnym absurdem, mam nadzieje, że człowiek odpowiedzialny za tą głupotę został wysłany gdzieś na drugi koniec świata i skazany na dożywotni zakaz zbliżania się do wszelkiej maści pojazdów napędzanych silnikami spalinowymi. Dobrym rozwiązaniem jest centralny joystick za pomocą którego sterujemy radiem, systemem audio wideo i nieszczęsną nawigacją. Rozwiązanie ściągnięte z BMW przyjęło się tu jak krojone na miarę, z reszta nie tylko tu... Dodatkowym plusem są ciekawie zaprojektowane zegary osadzone w głębokich tunelach i całkiem niezłe fotele. Do gustu nie przypadła mi kierownica z dosyć nietypowym ułożeniem ramion, jednak po kilku dniach po prostu przestała mi przeszkadzać. Ogólnie rzecz biorąc wnętrzu Insigni należy się więcej plusów niż minusów.

Klasa premium w zasięgu wzroku
Czas przejść do wrażeń z jazdy, moja testówka była wyposażona w dwulitrowego turbodiesla o mocy 160 koni i momencie obrotowym równym 350 Nm, natomiast za przenoszenie tej mocy na koła była odpowiedzialna 6-cio biegowa skrzynia biegów.
Zacznijmy od rzeczy mniej przyjemnych, chodzi mi konkretnie o silnik. Nie będę ukrywał, że nie jest to zbyt udana konstrukcja. Klekot przypomina ogromne stado bocianów na łące w chłodny poranek na przełomie wiosny i lata, dawno nie jeździłem głośniejszym autem! Bez dwóch zdań takie odgłosy spod maski nie przystoją aucie tej klasy. Kolejna sprawa to paskudna turbodziura, bardzo łatwo stracić wigor motoru, na przykład przy zmianie biegów, a potem musimy czekać całe lata, aby znów go odzyskał, jednakże tylko na moment, bo zaraz znów nagły przypływ mocy go opuści. Fakt faktem w tym wąskim zakresie obrotów silnik imponuje swoja siłą i szybkością z jaką rozpędza wielką Insignię. Jednak mimo wszystko to za mało jak na samochód tak wysokiej klasy. Spalanie też nie jest mocna stroną flagowego Opla, najniżej udało mi się zejść do 7,5 litra, ale nie była to już przyjemna jazda. Sytuację ratuje skrzynia, lewarek chodzi pewnie i aż przyjemnie zmienia się kolejne przełożenia, to ogromny plus, bo przy słabym silniku musimy nieźle namieszać się lewarkiem. Zostawmy jednak te mniej przyjemne rzeczy i przejdźmy do przyjemniejszych aspektów wrażeń z jazdy. Tym razem chodzi o prowadzenie. Czujemy, że prowadzimy duże stabilne auto, czujemy się bezpiecznie i pewnie, nasze zaufanie budzi tez bardzo wydajny układ hamulcowy. Auto może jest lekko za miękkie, ale to w końcu ma być komfortowe auto. Można przymknąć na to oko, zwłaszcza, że Insignia bardzo dobrze się prowadzi i ciężko wyprowadzić ja z równowagi, nawet w szybko pokonywanym łuku o nierównej nawierzchni zachowuje się bardzo przewidywalnie. Gdyby nie silnik, nie przystający do auta w którym został zamontowany była by 5 a tak mamy tylko 4. Mimo wszystko to bardzo dobry wynik.

Jest lepiej, ale jak będzie w przyszłości
Przyszedł czas na podsumowanie, Insignia to bardzo ciekawa propozycja, szczególnie pod względem stylistycznym widać tu ogromny postęp wobec starej linii modelowej Opla. Także jakość wykonania i użytych materiałów nie pozostawia wiele do życzenia. Do całości nie pasuje zupełnie kiepski silnik Diesla, który w znaczącym stopniu psuje wrażenia z jazdy tym bardzo dobrym autem. Przykład Insigni pokazuje jak wielkie postępy poczynił Opel po kilku chudych latach i że jest na dobrej drodze aby wrócić do gry i budować auta będące obiektem pożądania wielu, tylko proszę Was szefowie koncernu nie popełnijcie po drodze żadnego błędu! Pozdrawiam i do usłyszenia wkrótce ;)
|
Dane techniczne |
Opel Insignia ST 2.0 CDTI Cosmo EcoFlex |
|
Silnik |
turbodiesel, R4, 16 zaw. |
|
Typ zasilania paliwem |
wtrysk bezpośredni Common Rail |
|
Pojemność |
1956 cm³ |
|
Moc maksymalna |
118 kW (160 KM), 4000 obr/min |
|
Maks. moment obrotowy |
350 Nm, 1750 - 2500 obr/min |
|
Skrzynia biegów |
manualna, 6-biegowa |
|
Zbiornik paliwa |
70 l |
|
Napęd |
napędzane koła przednie |
|
Wymiary (dł./szer./wys.) |
4908 x 1856 x 1520 mm |
|
Masa własna / ładowność |
1610 / 602 kg |
|
Pojemność bagażnika |
540 l |
|
Spalanie: miasto/trasa/średnie |
7,9 / 4,9 / 6,0 |
|
Emisja CO2 |
159 g/km |
|
Prędkość maksymalna |
212 km/h |
|
Przyśpieszenie 0-100 km/h |
9,9 s |
|
Cena wersji podstawowej |
108 150 zł |
|
Cena wersji testowej |
158 000 zł |
źródło: auto-strefa.pl
Wszelkie kopiowanie bez zgody zabronione!
