Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.

Akceptuję Więcej informacji

Autor:   

 

 

Kiedyś już wspominałem o mojej fascynacji hot hatchami. Zachwyt nad nimi nadal nie minął, a myśl o teście kolejnego z nich była bardzo pozytywna. A może kolejnej? Fiesta to raczej damska sportsmenka.

 

Według mojego gustu tak właśnie oceniłbym sylwetkę Forda Fiesty. Jedyne co męskie to nutka Astona Martina (ach ten grill), co mnie osobiście w ogóle nie drażni oraz sama wersja auta – ST. Czy to oznacza, że Fiesta mi się nie podoba lub bym do niej nie wsiadł? Zdecydowanie nie o to chodzi, a moje zdanie podziela mnóstwo składów jurorskich, bo Fiesta zdążyła otrzymać już wiele nagród.

 

Nasza testowana sportsmenka prezentowała się wyśmienicie. Ubrana na czarno z dużymi i atrakcyjnymi felgami oraz czerwonymi zaciskami hamulców przypominała raczej Marię Szarapową niż Matt Bjoergen. Całość finezyjnej karoserii uzupełniały dwie końcówki rur wydechowych oraz dyskretne oznaczenia wersji ST. Ford Fiesta w tej odmianie posiada również mocno poszerzane zderzaki (zwłaszcza z przodu) co trochę nie pasuję do tak małego auta (niecałe 4 m), ale nie wygląda znów komicznie. Podsumowując – I like it! A do wyboru mamy jedynie wersję 3-drzwiową.

 

 

Niestety to co tak miło zaskakuje z zewnątrz nie przenosi się do środka auta. Wewnątrz Fiesty ST jest tak samo nudno, nie do końca ergonomicznie i nowocześnie jak w zwykłej odmianie. Jedynym sportowym akcentem są kubełkowe fotele Recaro, które wpisują się w wizję dynamicznej jazdy, ale z komfortem mają niewiele wspólnego. Co ciekawe są jednak w standardzie i nie wymagają dopłaty, a to rzadkość.

 

Wnętrze Fiesty ST posiada również te same wady co zwykła siostra Focusa. Niewielki i małoczytelny wyświetlacz, brak nawigacji, czy po prostu umiarkowana przestrzeń to największe minusy tego miejskiego autka. Fiesta ST posiada oczywiście tylną kanapę i bagażnik (281 litrów). Jednakże zważając na te dwie literki - Fiesta ST ma dużo ważniejsze argumenty za niż przeciwko.

 


 

Weźmy pod uwagę na przykład sam silnik. Jest prosportowy, ponieważ 182 KM wykrzesane z 1,6 litra motoru benzynowego potrafi wystrzelić Fiestę ST do 100 km/h w 6,9 sekundy aż do poziomu 220 km/h. Ta piękna sportsmenka posiada jeszcze jedną tajemnicę. Otóż Fiesta ST wyposażona jest w funkcję Overboost, która zwiększa maksymalny moment obrotowy z 240 NM do 290 NM. Nie jest to może doładowanie wprost z „Szybkich i wściekłych”, aczkolwiek różnica jest wyczuwalna.

 

Zwłaszcza, że „turbo benzyna” zbiera się od samego dołu, a swoje maksimum mocy osiąga już w okolicach 4000 RPM. Każda wartość powyżej powoduje ciekawy dźwięk oraz rasowe drżenie auta. Dzięki temu Fiesta ST to prawdziwy Hot Hatch, który nie tylko wygląda zadziornie, ale też tak jeździ!

 

 

Pamiętajmy, że to Ford więc prowadzi się jak po sznurku, ponieważ układ kierowniczy jest bardzo precyzyjny, a niska waga samochodu nie powoduje przykrych niespodzianek (1050 kg). Ponadto jak na sportowca przystało, samochód zestrojony jest bardzo twardo. Fakt, że strasznie męczy to w codziennej eksploatacji, aczkolwiek idealnie pasuje to samego charakteru takiego samochodu. Niestety jest aż tak twardo, że może przeszkadzać to większości, a nie tylko mnie. Uzupełnieniem dobrych właściwości jezdnych są mocne hamulce (tarczowe, z przodu tarczowe - wentylowane).

 

Okiem przedsiębiorcy

Ciężko mówić przy tak emocjonującym samochodzie o kosztach. Jak wiadomo sportowe odmiany poszczególnych modeli nie należą do najtańszych wersji. Tak jest również w przypadku Fiesty, ponieważ ST kosztuje prawie 75 tysięcy złotych. Jak za auto miejskie to trochę dużo, aczkolwiek konkurencja w takich odmianach nie jest tańsza, co rzutuje na korzyść Forda. A jak ze spalaniem? Pytanie w tym przypadku jest tak samo głupie, jak zapytanie kobiet o wiek, ale średnio jest 8-9 litrów przy spokojnej jeździe. Jeśli dociśniemy pedał pod prawą nogą, 42-litrowy bak opustoszeje już po około 300 km.

 

 

Czy to jednak spowodowało grymas na Waszych twarzach? Na mojej nie, bo Ford Fiesta ST to tak fajne auto, że wspomniane wady za nic nie umniejszają frajdy z jazdy i ostateczną ocenę! Dlatego też czego chcieć więcej? Niestety tak jak w przypadku sportsmenek, nie ma ich uniwersalnych i tak samo jest z Fiestą ST – jest mistrzem, ale tylko w swojej dyscyplinie. Mi to jednak pasuje!

 

Konrad Stopa

 

Kopiowanie bez zgody autora i auto-strefa.pl zabronione

 

 

 

Więcej z kategorii Samochody nowe

Drukuj

Email

 

Ceny paliw

Sprawdź ceny paliw w swoim województwie:

mapka

Informacje

fotoradary

video patrole