Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.

Akceptuję Więcej informacji

Autor:   

Autor: Marcin Witkowski

Zdjęcia: Konrad Czernicki

 

 

 

Stare polskie porzekadło dotyczące kupowania nowych aut brzmi: „Nie kupuj nic, czego nazwa zaczyna się na F czyli Fiatów, Fordów i Francuzów”. Jako, że rzeczą jakiej najbardziej nienawidzę są stereotypy, to też od zawsze staram się je obalać, nie inaczej będzie dziś z powyższym. Mało tego, w moich oczach wiele razy pojazdy, których nazwa zaczyna się na „F” wygrywały w starciu z tak uwielbianymi przez Polaków Volkswagenami, Oplami, czy autami japońskimi. Tym razem dostałem kluczyki od auta, które jest prawdziwą perełką, i które każdemu może pokazać jak bardzo mylne bywają stereotypy. Zapraszam was na test nowego Peugeota 308 hatchback w wersji Feline.

 

 

Drobny makijaż podkreśla urodę.
 
Przyznam wam szczerze, że sylwetka 308ki z początku niezbyt przypadła mi do gustu i to chyba z tego względu, iż po polskich „drogach” poruszają się zazwyczaj egzemplarze z raczej mizernym wyposażeniem, które są pod tym względem totalnym przeciwieństwem mojej testówki. Zdumiewające jak bardzo dodanie większych felg obutych w niskoprofilowe opony oraz kilka innych smaczków stylistycznych może poprawić prezencję auta. Moja 308 naprawdę może się podobać, mnie niemalże zachwyciła, nawet pomimo lakieru w kolorze za którym nie przepadam. Pewnie zabrzmi to radykalnie i nieco kontrowersyjnie, ale według mnie nie ma auta w tym segmencie i za tą cenę, które urodą mogłoby się równać z moją testówką. Po prostu przyjemnie jest przystanąć na chwilkę i popatrzeć na to bądź co bądź rodzinne „wozidełko”.

 

W środku jest nawet jeszcze fajniej, otwierając drzwi mamy przed oczami kawał niezłego francuskiego designu będącego zupełnym przeciwieństwem niemieckiej, uporządkowanej do bólu... nudy. Zapewne wiecie, że: „zachowanie samochodu na drodze najlepiej i najszybciej wyczuwa się tą częścią pleców na której się siedzi” jak mawiał słynny rajdowiec, toteż fotele są jednym z ważniejszych elementów każdego pojazdu, zarówno tych poruszających się po drogach publicznych jak i wyłącznie po torach wyścigowych i odcinkach specjalnych.

 

Ludzie odpowiedzialni za te w moim Peugeocie powinni dostać wysoką premię, skórzane siedzenia to kawał dobrej roboty, chociaż jak to bywa we „Francuzach” troszkę lepiej wyglądają niż działają, ale nie potrafię poczytać im tego jako wady. Trzymanie boczne zadowoli każdego, nawet jeśli będzie miał ochotę na weekendowy wypad na tor, wyczucie auta jest naprawdę dobre, a przy tym nie tracimy nic na komforcie. Błąd o wiele bardziej pasuje tu stwierdzenie w stylu: „nie tracilibyśmy gdyby nie opony o profilu, który niestety czyni z jazdy po naszych ojczystych dziurach niemałą udrękę”, ale do tego jeszcze dojdziemy. Póki co, skupmy się na wnętrzu w którym właściwie gdzie nie zajrzymy to coś się nam spodoba, a i miejsca w przeciwieństwie do wielu pojazdów konkurencji nie brakuje i 4 dorosłe osoby mogą totalnie bezkonfliktowo w nim podróżować. Białe zegary nadają wnętrzu nieco sportowego sznytu i są przy tym znakomicie czytelne, kierownica mimo iż nie powala wyglądem, to nadrabia to niemal perfekcyjną grubością, średnicą i ukształtowaniem samego wieńca. Konsoli środkowej też niczego nie brakuje, wszystko znajduje się na swoim miejscu i działa bez zarzutu, natomiast prawdziwą perełką na torcie jest system audio – wideo. Dawno nie spotkałem auta w segmencie do którego należy 308, które „grałoby” tak dobrze, ba! Dawno nie spotkałem się z autem z wyższych segmentów z równie dobrym audio, to w mojej testówce było niemalże audiofilskie, gdyby nie ekran, nieco mniejszy niż kinowy i brak popcornu oraz dużej coli czułbym się zupełnie jak w kinie. Na wrażenia akustyczne nikt nie będzie narzekał możecie być pewni. Ekran mimo, że mniejszy od kinowego wcale nie jest małych rozmiarów, a dzięki regulacji pochylenia pozostanie czytelny nawet w pełnym słońcu, w samym środku upalnego kalifornijskiego lata. Na koniec pozostał nam jeszcze szklany dach, czyli w moim przekonaniu coś tysiące razy lepszego niż, malutki lufcik na wysokości przednich siedzeń montowany w wielu autach i nazywany potocznie „szyberdachem”. Nie wiem jak ktoś może nazywać taki mizerny bulaj szumnym mianem okna dachowego, coś takiego powinno być karane chłostą, lub co najmniej oficjalnymi przeprosinami choćby i na łamach auto-strefy. Okno dachowe z prawdziwego zdarzenia było zamontowane w moim testowym Peugeocie i dla mnie osobiście byłoby pierwszą rzeczą jaką bym zamówił, gdybym tylko kupował to auto. Nie chodzi nawet o to, że z perspektywy tylnej kanapy powiększa optycznie wnętrze auta o jakieś 123 razy. Prawdziwą furorę robi po zmroku, kiedy pasażerowie mogą podziwiać malowniczo rozgwieżdżone niebo(jeżeli jesteśmy poza miastem) lub mniej malownicze czubki wieżowców (jeśli jesteśmy w mieście) i to nie przerywając podróży nawet na chwilę, wystarczy że podniosą oczy w górę, niesamowite! Tak wiem, że takie rozwiązania spotykane są też gdzie indziej, ale zawsze kiedy mam okazję, zachwycam się i rozkoszuję widokiem przez prawdziwe okno dachowe, w czasie gdy ktoś inny zastępuje mnie za kierownicą skupiając się na czarnej i niezbyt interesującej wstążce asfaltu.

 

              

 

Francuzy słabo jeżdżą? Na pewno nie ten.
 
Nie zawsze prowadzenie auta jest najprzyjemniejszym aspektem obcowania z nim, czasem jest wręcz nieprzyjemnym obowiązkiem w niewdzięcznej pracy dziennikarza, bardzo często jestem skłonny polubić jakiś samochód tylko pod warunkiem, że nagle zapomnę, że kiedykolwiek siedziałem za jego kierownicą, kiedy to pojazd ów znajdował się w ruchu. Serio, uwierzcie mi w pracy dziennikarza motoryzacyjnego jest cala masa takich momentów. Na całe szczęście jazda 308-ką z silnikiem 1,6 THP to niemalże czysta przyjemność i wszystkie te nieprzyjemności ominęły mnie naprawdę szerokim łukiem, co tylko jeszcze bardziej podkreśla wysoką klasę tego auta.

 

Zapewne dziwi was, fakt, że napisałem „niemalże czysta”, zamiast „nieskazitelnie niczym wyprana w Perwollu, czysta przyjemność”? Otóż oba te stwierdzenia dzieli w tym konkretnym przypadku bardzo cienka granica, tak samo cienka, jak pasek gumy, nazywany oponą naciągnięty na wielkie felgi mojej wspaniałej 308-ki. Może i faktycznie poprawia to trakcję i wyczucie auta, z pewnością wygląda świetnie na postoju i cieszymy się widząc na swoim aucie tak duże felgi z tak spektakularnie niskim profilem opon na nie naciągniętych. Nasza radość nie jest jednak długa, trwa zaledwie jakieś kilkadziesiąt sekund od ruszenia z miejsca do wpadnięcia w pierwszą lepszą zupełnie niepozorną z wyglądu dziurę.

 

Kiedy najedziemy tym autem na dwie monety, dajmy na to dwu i pięciozłotową będziemy w stanie odróżnić jedną od drugiej, pomimo że zawieszenie wykona wyśmienicie swoją pracę i zrobi co tylko w jego mocy, żeby uczynić naszą podróż bardziej komfortową. Niezwykle dzielna walka wprost genialnego na tą klasę zawieszenia i naprawdę dobrych foteli o choćby nieco więcej komfortu spełzają właściwie na niczym. Nie pomaga nawet niesamowicie bliski ideału układ kierowniczy, który mimo wspaniałego systemu wspomagania (zmiennego dla różnych prędkości, czyli im szybciej jedziemy, tym ciężej nam się kręci a przełożenie jest mniejsze i na odwrót przyp. Red.) i wyśmienitej precyzji przekazywania nam informacji, co dzieje się aktualnie z przednimi kołami, a jednocześnie nie działa w tak bardzo radykalny i męczący sposób jak choćby w Renault Megane Coupe z silnikiem 1,8 TCe pod maską, który gdyby nie trzydrzwiowa karoseria, mógłby być bezpośrednim rywalem 308-ki. Niestety opony o profilu 35mm nie nadają się na nasze bezdroża i koniec kropka. Natomiast poza takimi dzikimi azjatyckimi ;) krajami jak Polska, gdzieś daleko poza granicami naszej ojczyzny, w cywilizowanym świecie, na równych jak stół drogach te opony byłyby idealnym wyborem, właśnie ze względu na to jak dobrze trzymają przyczepność i to jak wielką precyzję prowadzenia zapewniają, nawet w trudnych warunkach, takich jak największa ulewa w stolicy od dawna. Mam nadzieję, że dożyjemy czasów kiedy w naszej ukochanej ojczyźnie zakładanie takich opon na felgi swojego wychuchanego autka nie będzie objawem szaleństwa, tylko przejawem tego, jak bardzo ktoś lubi dobrze prezentujące się samochody i nienaganne prowadzenie. Póki co pozostaje nam się jedynie o to modlić, do każdego boga jakiego tylko znacie.
 
Troszeczkę się zagalopowałem, czas wracać do rzeczy, a muszę przyznać, że jest to rzecz niezwykle przyjemna, tym bardziej jak na znienawidzone przez rodaków auto francuskie. Przyznajcie się ilu z was przebiegł zimny dreszcz po plecach czytając ostatnie dwa słowa, poprzedniego zdania? Widziałem! Widziałem! Nie ważne, dobrze że przynajmniej jest was mniej niż na początku testu.

 

Ustaliliśmy już pewne fakty, które są nie do przeskoczenia, ze względu na panujące okoliczności i sami przyznacie, że nie można poczytać niezbyt wysokiego komfortu jazdy, ślicznemu samochodzikowi spod znaku lwa jako wady. Jeżeli jednak uważacie, że powinienem być bezwzględny to mam dla was kilka zalet, które wręcz zmiażdżą tą jedną wadę jak ciężki but Punka biednego, bezbronnego żuczka.

 

       

 

Niebywałe, ten silnik jest lepszy od ideału!
 
Pierwsza z tych zalet to bez wątpienia silnik. Motor o pojemności 1,6 litra i mocy równej 175 koni oraz legitymujący się momentem obrotowym w wysokości, która jest wielką niewiadomą, chyba nawet dla samych konstruktorów (bo nigdzie nie można znaleźć ile dokładnie wynosi) wiem tylko, że oscyluje gdzieś w okolicach 300Nm, jeżeli dowiecie się czegoś więcej niż ja, proszę o kontakt na redakcyjnego maila, będę wielce zoobowiązany. Tak czy owak rzeczony silnik powstał przy współpracy grupy PSA(zrzeszającej między innymi Peugeota) i niezrównanego jeśli chodzi o jednostki napędowe w cywilnych autach BMW, dzięki czemu jak można się domyślać to niebywale wręcz udana konstrukcja. Nie mam pojęcia jak wygląda sprawa jego awaryjności, bo wersje 175 konne to prawdziwe białe kruki, ale jego kultura pracy i osiągi są lepsze nawet od tych znanych ze skądinąd rewelacyjnych produktów ze znaczkiem „TSI” by Volkswagen. Naprawdę nie sądziłem, że natknę się na lepszy silnik niż właśnie wymienione wyżej „TSI”, ale ta chwila jednak nastała. Oceniając jedynie wrażenia z jazdy, silnik pracujący pod maską mojego 308 wygrywa bezsprzecznie na przykład z jednostką 1,8 TSI o mocy 160 koni, nie wspominając nawet o tych silniczkach produkcji niemieckiej o pojemności 1,4 litra. Co jest sekretem serca mojej testówki? Jednoznacznie nie jestem w stanie powiedzieć, mogę jedynie przypuszczać, że za całym zamieszaniem kryje się układ turbodoładowania. Pod maską mamy jedną turbinę zamiast kompresora i turbiny jak w TSI, natomiast działającą w technologii Twinscroll. Ok, ale co to znaczy? Nie mniej, nie więcej tylko tyle, że specjalnie ukierunkowane gazy wydechowe trafiają do turbosprężarki przez kanały, z 2 cylindrów na każdy kanał, dzięki czemu turbo ma lepszą wydajność przy niskich obrotach, nie tracąc wigoru przy wyższych. Dla przeciętnego kierowcy oznacza to, że ma mocy pod dostatkiem kiedy tylko zapragnie, wielkie brawa dla koalicji BMW z PSA. Jedyne co było smutne po pełnym rozkoszowaniu się możliwościami i całkiem przyjemnym dla ucha brzmieniem agregatu znajdującego się pod maską, była wizyta na stacji, to auto naprawdę umie wypić, no ale zawsze jest coś za coś. Jeżeli jednak traktujemy pedał gazu zdając się na drzemiący w nas zmysł księgowej to nie będziemy mieli powodów do rozpaczy zarówno na stacji jak i w czasie podróży w stylu: „tato, tato ten TIR nas wyprzedza!”.

 

       

 

Może i nie zostawiłem najlepszego na koniec, ale i tak jest świetnie!
 
Tyle o silniku, który choćby nie wiem jak bardzo byłby dobry w połączeniu z kiepską skrzynią nie pokazałby pełni swoich możliwości. Zamontowana w moim aucie 6-cio stopniowa przekładnia działała jednak znakomicie, nie dając mi powodów do narzekania. Biegi wchodziły precyzyjnie, z charakterystycznym rasowym „kliknięciem” jej obsługa to czysta przyjemność, a długość przełożeń jest w sam raz zarówno do spokojnej jak i bardziej zwariowanej jazdy, nic dodać, nic ująć. Prawdę mówiąc jeżeli ma jakieś wady to nie udało mi się ich zauważyć przez niebywałą elastyczność tego małego bóstwa spod maski.

 

Pozostało jedynie zawieszenie, jak już mówiłem trudno ocenić mi jak komfortowe jest na normalnych drogach, wiem, że na polskich w połączeniu z takimi oponami jakie były w mojej 308ce, na dłuższą metę jest zbyt twarde. Na krótszą natomiast jest świetne, progresywna charakterystyka sprawia, że koła mają nieprzerwaną styczność z nawierzchnią i naprawdę trudno stracić panowanie nad tym autem. Przechyły boczne jak i charakterystyczne dla mocnych kompaktów płużenie przodem w zakręcie praktycznie nie występuje. Ideałem nie jest, ale w szkole na pewno zaliczany byłby do prymusów, nawet pomimo tylnego zawieszenia opartego na belce skrętnej, a nie konstrukcji wielowachaczowej.

 

         

 

Nie lubię takich chwil jak ta...
 
Przyszedł czas końca testu i oddania auta. Nie powiem, to był jeden z momentów, w których na usta samo ciśnie się: „To już, tak szybko?”, oraz „Nie mogę jeszcze trochę go zatrzymać? Proszę?”, a w myślach mówimy sobie: „Przecież za wschodnią granicą możemy zniknąć i być razem już zawsze, samochodziku, tylko ty i ja”. Na szczęście zdrowy rozsądek i silna wola wygrywają i oddajemy z nieukrywanym żalem testowane auto. Po tym teście jedno jest pewne, ten Francuz nie tylko jest wspaniałym samochodem, ale nie bójmy się tego powiedzieć, chyba najlepszą propozycją w klasie. Zwłaszcza jeśli wybierającym jest ktoś, kto wciąż chce czerpać radość z życia i z jazdy samochodem, wtedy lepszego auta w tym segmencie próżno szukać ze świecą, nawet jeśli ta świeca to największa „gromnica” na świecie. To prawdziwy łamacz stereotypów. Do zobaczenia przy okazji następnego testu, a to będzie coś naprawdę wielkiego, pozdrawiam ;)

 

 

Dane techniczne Peugeot 308 1.6 THP Feline
Silnik benzynowy, turbo, R4, 16 zaw.
Typ zasilania paliwem wtrysk wielopunktowy
Pojemność 1598 cm³
Moc maksymalna 128 kW (175 KM), 5500 obr/min
Maks. moment obrotowy 240 Nm, 1600 obr/min
Skrzynia biegów manualna, 6 biegowa
Zbiornik paliwa 60 l
Napęd napędzane koła przednie
Wymiary (dł./szer./wys.) 4211 x 1746 x 1514 mm
Masa własna / ładowność 1260 / 603 kg
Pojemność bagażnika 348 l
Spalanie: miasto/trasa/średnie  10,7 / 5,7 / 7,6
Emisja CO2 180 g/km
Prędkość maksymalna 225 km/h
Przyśpieszenie 0-100 km/h 8,3 s
Cena wersji testowej ok 100 000 zł

 

 

źródło: auto-strefa.pl
Wszelkie kopiowanie bez zgody zabronione!

Więcej z kategorii Samochody nowe

Drukuj

Email

 

Ceny paliw

Sprawdź ceny paliw w swoim województwie:

mapka

Informacje

fotoradary

video patrole