Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.

Akceptuję Więcej informacji

Autor:   

 

 

Prawie 200 KM w aucie wielkości przerośniętego gokarta wpływa na psychikę dosyć pobudzająco. Tak samo było ze mną, gdy dostałem wiadomość, że dane będzie jeździć mi Mini Cooperem S. Czułem się jak 5-latek na wieść o św. Mikołaju.

 

Mimo, że do grudnia jeszcze daleko radość była równie wielka. Sądziłem jednak, że tak hipsterskie i kobiece auto trafi bardziej w ręce mojej drugiej połówki niż moje. Taki wniosek wysnułem, gdy zobaczyłem małe, obłe nadwozie w musztardowym kolorze z okrągłymi reflektorami uzupełnionymi o diody LED.

 

Każde Mini ma coś w sobie, co przyciąga kobiety. Dla mnie to lekko niezrozumiałe, bo nie podzielam wizualnej ekscytacji na temat tego 3-drzwiowego auta, które mierzy niecałe 4 metry. Może to przez zabawkowy wygląd lub nieco abstrakcyjne dodatki? A może to tylko potwierdzenie, że nie mam wątpliwości odnośnie swojej męskości…

 

 

Co w takim razie może się płci pięknej w tym aucie podobać? Wiele rzeczy: chromowany wlew paliwa, spore felgi, płaski dach, czy prawie pionowe szyby. Kształt Mini Coopera jest unikatowy i już legendarny. Istotna jest też literka S na grillu z chromowaną obramówką. Dlaczego? Dzięki niej inaczej wygląda tył samochodu, a centralnie umieszczone w dyfuzorze dwie końcówki rur wydechowych zdradzają, że ta wersja Coopera nie jest jedynie na zakupy. I to akurat bardzo mi się podoba!

 

A jak jest w środku? Tutaj ta sama historia – wszędzie designerskie sztuczki połączone z nowoczesną technologią. Jestem fanem gadżetów więc okrągły wyświetlacz na konsoli centralnej wraz ze świecącym ringiem zajął moją uwagę na dość długo. Skrywa on wszystko od multimediów i nawigacji do ustawień samochodu, których jest sporo. Sterowanie tym bogactwem odbywa się po trochę przyciskami na kierownicy, pod ekranem lub po prostu joystickiem i-Drive z rysowalną powierzchnią (czyta litery).

 

 

Warto jednak wrócić do tej świecącej obwódki, która wizualnie reaguje na zmianę trybu pracy samochodu (sport, mid, green), zmianę temperatury lub głośności. Dzięki temu wnętrze rozświetla się na czerwono, zielono, żółto, biało itp. Co ważne dotyczy to nie tylko ekranu, ale również podświetlenia drzwi lub naszych nóg. W skrócie – istna dyskoteka.

 

 

 

 

Oprócz tego Mini w swoim wnętrzu skrywa dość atrakcyjne dodatki oraz materiały najwyższej jakości. Wystarczy spojrzeć na klamki, zegary lub przełączniki w iście lotniczym stylu. Będąc skrupulatnym garniturowcem na pewno przyczepiłbym się do ergonomii i ich rozłożenia lub do ilości miejsca w środku. Jest go tak mało, że człowiek ma wrażenie przyklejonego nosa do przedniej szyby. Chcesz usiąść z tyłu? Zapomnij, to miejsce na torebkę lub płaszcz. Bagażnik? Niby jest 211 litrów, ale tak jak wspominałem Mini Cooper S to auto raczej sportowe, niż miejskie.

 

 

Dlatego też jednym z tych przełączników jest start zapłonu, który wygląda jakby miał odpalić rakietę. Na szczęście odpala on jedynie turbodoładowane R4, które zwłaszcza w trybie sportowym, strzela z wydechu na lewo i prawo. Przycisk ten budzi do życia 192 KM, które rozkręcają się przy 5000 tysiącach obrotów, a maksymalny moment obrotowy (280 NM) dostępny jest już z dołu (1250 RPM). To wszystko przekłada się na 6,8 sekundy do setki i 235 km/h.

 

Z masą własną 1235 kg to po prostu zabójcza broń w rękach kierowcy do wspaniałej zabawy. Twarde zawieszenie oraz precyzyjny układ kierowniczy spełnia zapowiedzi producenta na „maksymalne gokartowe emocje”. Aż żałuję, że w okolicach Krakowa nie mamy porządnego toru. I wracając do początku tekstu – tak, w tym momencie musiałem rozczarować moją połówkę, bo miałem ogromny problem z oddaniem jej kierownicy.

 

 

Na szczęście sam Mini Cooper trochę mi pomógł, ponieważ „S” nie jest miejskim autem do lansu, tylko prawdziwym sportowcem, który wymaga wyrzeczeń. Jak dużo? Zależy od tego jak lubisz jeździć. Kręcą Cię obroty oraz wyprzedzanie spod świateł? – Będzie Cię trochę kosztować. Wolisz spokojne objazdy przy zachodzącym Słońcu? – Cooper S nie jest dla Ciebie.

 

 

Okiem przedsiębiorcy

Ciężko Mini Coopera w ogóle nazwać samochodem firmowym, zwłaszcza w wersji S. Dla wszystkich ekonomistów dodam jednak, że małe Mini z tym silnikiem to pożeracz benzyny. Daleko mu do katalogowych średnich 6 litrów na 100 km. By nie być zaskoczonym trzeba liczyć prawie 2 razy więcej. W mieście Mini potrafi pochłonąć nawet 13 litrów, a w trasie około 9-10 decymetrów sześciennych. Niestety wydając na takie auto ponad 100 tysięcy złotych trzeba pamiętać o tych kosztach eksploatacyjnych. Uzupełniając fakty, nasz testowy egzemplarz z kilkoma dodatkami dobił do kwoty 160000 zł.

 

 

Dlatego też z Mini Cooperem S było jak z giełdą. Na początku ogromne nadzieje, potem zderzenie z rzeczywistością, a na końcu wielka radość z możliwością jazdy. W przypadku Mini zapewniam, że ta sinusoida utrzyma się w szczytowym punkcie bardzo długo. Nie tak jak na giełdzie, że nazajutrz obudzisz się bez grosza przy duszy…

 

 

Konrad Stopa

Fot: Jakub Głąb

 

Kopiowanie bez zgody autora i auto-strefa.pl zabronione

 

Więcej z kategorii Samochody nowe

Drukuj

Email

 

Ceny paliw

Sprawdź ceny paliw w swoim województwie:

mapka

Informacje

fotoradary

video patrole