Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.

Akceptuję Więcej informacji

Autor:   

 

 

 

Na papierze niby nic ciekawego – kolejny rodzinny minivan, czyli klockowata, banalna i do bólu nudna stylistyka, zero polotu i frajdy z jazdy, plus na dokładkę oczywiście powielanie cudzych pomysłów, bo przecież teraz wszyscy tak robią. Jednym słowem nuda, idę do domu. Otóż nie, wystarczy tylko spojrzeć na zdjęcia, by już wiedzieć, że nudno nie będzie, a na żywo jest jeszcze ciekawiej.

Z zewnątrz

Do Citroena na forach powoli przylega już złośliwe określenie – Transformers. Widziałem kiedyś mema z pionowo ustawioną ciężarówką na polskich „blachach” z podpisem, jaki kraj, taki Transformers. Cóż jest w tym dużo prawdy, bo chociaż w wielu kwestiach coraz bardziej doganiamy „Zachód”, to jednak w kwestii rodzimej motoryzacji jesteśmy 100 lat za Ugandą (poprawny politycznie eufemizm żeby nie mówić, że za murzynami). Gdy Polacy ciosali drewniane bale w Biskupinie, Rzymianie mieli Koloseum, akwedukty i pałace. Teraz jest podobnie, podczas gdy na lawetach ściągamy do Polski co tylko się da, Francuzi, Włosi, a ostatnio nawet Niemcy tworzą naprawdę piękne konstrukcje. Owszem my też potrafimy tworzyć, wystarczy spojrzeć na igiełki oferowane w różnego rodzaju auto-komisach. Jestem pewien, że żaden Francuz nie potrafiłby zrobić jednego samochodu z pięciu rozbitych i to jeszcze tak, żeby drzwi się zamykały, a auto zostawiało tylko dwa ślady. Ale, czy jest to powód do dumy? Gdyby skrzyknąć tych wszystkich warsztatowych magików-metaloplastyków i dać im do zrobienia coś naprawdę porządnego moglibyśmy być liczącym się graczem na rynku motoryzacyjnym. Niestety, póki co pozostaje nam tylko zachwycać się tym, co wymyślili inni, więc koniec dywagacji, przechodzę do rzeczy. Picasso to pojechany projekt, który nie każdemu przypadnie do gustu. Mnie osobiście bardzo się podoba, powiem Wam też, że na żywo prezentuje się znacznie lepiej niż na zdjęciach. Futurystycznej stylistyki też nikt nie powinien się czepiać. Producenci coraz częściej przyzwyczajają nas do tego, że wypuszczają na rynek auta, które bardzo przypominają samochody koncepcyjne i ci, którzy się na to decydują radzą sobie całkiem dobrze. Wystarczy spojrzeć na np. Nissana Juka, który wygląda tak, że 10, no może 15 lat temu nie przypuszczałbym, że coś takiego wyjedzie na ulicę. Poza tym uważam, że sztuką jest zrobienie czegoś tak ciekawego z totalnie nudnej vanowatej bryły, jak nowy samochód rodzinny Citroena.

 

 

Wnętrze

Wchodzimy do środka i na pierwszy rzut oka wydaje się, że wszystko jest niby na swoim miejscu, i że ze zmianą podstawowych parametrów poradzimy sobie bez podpierania się instrukcją obsługi. Niestety Citroen, podobnie jak Peugeot, w nowych modelach dąży do minimalizacji tego, co znajduje się na kokpicie i potencjalnie rozprasza podczas jazdy, a to sprawia, że niektóre proste rozwiązania zostały znacznie utrudnione. Dwa wyświetlacze wymagają przyzwyczajenia, choć trzeba przyznać, że zaprojektowano je bardzo na czasie – w większym możemy np. ustawić sobie swoją tapetę, zmienić wygląd zegarów, czy kolor skórki. Poniżej umieszczono mniejszy ekran, dzięki któremu poza przyciskami na kierownicy możemy sterować podstawowymi funkcjami – media, dwustrefowa klima, nawigacja, ustawienia. Wielkim minusem jest niewielkie pole manewru pozostawione kierowcy w kwestii wyboru tego, co ma być na którym wyświetlaczu. Nie można mieć np. nawigacji na górze, ustawień radia, czy nawiewów na dole. Przejście, a przede wszystkim poznanie i zrozumienie całego systemu zajmuje sporo czasu, choć w zakorkowanej Warszawie początkowo dostarcza sporo rozrywki w oczekiwaniu na zielone. Niestety ustawienie najdrobniejszej rzeczy jest na tyle kłopotliwe, że kiedy w końcu udaje mi się ze wszystkim uporać i odetchnąć z ulgą, na pytanie mojej teściowej, jak zmienia się temperaturę, bez wahania odpowiadam „nie zmienia się, ustawia się automatycznie”. Pomówmy o tym, co w vanach najważniejsze – przestrzeń i wygoda podróżowania. Fotele Picasso są niezależne, dodatkowo mają możliwość regulacji (regulacja podparcia oraz przesuwane siedzisko), dzięki temu nawet podróż z kompletem pasażerów dla żadnego z nich nie powinna być uciążliwa. Najlepiej wyprofilowane są przednie siedziska. Są szerokie i zapewniają optymalne podparcie nawet w ostrzejszych zakrętach. Dodam tu jeszcze, że fotele można dowolnie składać i demontować i gdy przyjdzie nam np. zmierzyć się z przewiezieniem np. wąskiej szafy, po wyjęciu tylnego i przedniego fotela uzyskamy przestrzeń bagażową o długości 2,5 m, a to już naprawdę sporo. Pochwała należy się również za sam bagażnik, który dzięki swojemu kształtowi, płaskiej podłodze i sporej ładowności 537 litrów pozwala na przewiezienie niemal wszystkiego (w granicach rozsądku). Warto tu również wspomnieć o dodatkowych kieszeniach, w których możemy schować np. olej i inne drobiazgi latające zazwyczaj po bagażniku, oraz o latarce. Standardowo działa ona jak zwykłe podświetlenie bagażnika, ma jednak ten plus, że w razie konieczności możemy ją po prostu wyjąć i doświetlić sobie pożądane miejsce. Duży plus to również użyte materiały. Nie dość, że są dobrej jakości, to jeszcze zostały wręcz idealnie spasowane, tworząc spójną i co ważniejsze w miarę odporną na upływ lat całość. Wszystko jest przyjemne w dotyku, a przede wszystkim estetyczne. W starszych Citroenach już po roku widać było duże zużycie i niską jakość materiałów. Nowe auta francuskiego koncernu nie mają już z tym nic wspólnego.

 

       

 

Właściwości jezdne

Testowanego Citroena napędzał wysokoprężny silnik o pojemności 1.6 l i mocy 115 KM – na papierze słabiutko, w rzeczywistości trochę lepiej, ale i tak nie za bardzo radzi on sobie z półtoratonowym (choć lekko zaokrąglonym to jednak wciąż) klocem, zwłaszcza przy komplecie pasażerów i bagażniku wypchanym po granicę wpisaną w dowodzie rejestracyjnym. Całość ratuje moment obrotowy (270 Nm), który mimo wszystko pcha Citroena do przodu. Jednak nie oszukujmy się, jest to raczej auto na długie podróże autostradami, gdzie jedzie się głównie ze stałą prędkością, a przyspieszenie schodzi na drugi plan. Komfort długich podróży oprócz wspomnianego wygodnego wnętrza podnosi również 6-biegowa skrzynia, zapewniająca ciszę i umiarkowane spalanie. Dodać trzeba, że biegi wchodzą bardzo płynnie i zawsze na swoje miejsce. Na każdym czuć wyraźną reakcję na wciśnięcie gazu, jedynie szósty bieg w zasadzie odpowiedzialny jest tylko za wspomnianą ciszę i niewielkie spalanie, bo pożytku przy przyspieszaniu nie ma z niego żadnego. Skoro mowa o spalaniu to w trasie utrzymanie się na poziomie 5,3-5,5 litra nie jest rzeczą trudną. Nie polecam natomiast ścigania się spod świateł. Picasso do 100 km/h rozpędza się w ponad 13 sekund, co sprawia, że szanse na wygraną ma z nim praktycznie każdy. Ale przecież w vanach nie o to chodzi (chyba?). Samo zawieszenie również nie zachęca do gwałtownych przyspieszeń, hamowań i zmian pasa ruchu. Podczas spokojnej jazdy przyjemnie kołysze i znakomicie radzi sobie z nierównościami, zapewniając naprawdę duży komfort podróżowania. Gorzej jeśli za szybko wejdziemy w zakręt. Auto przez swój kształt, sporą masę i miękkie zawieszenie jest raczej dedykowane mistrzom prostej. W szybko pokonywanych zakrętach czuć mocną podsterowność i lekkie przechylanie się konstrukcji. Podobnie ma się sprawa z ostrym hamowaniem – Picasso lubi zanurkować. Reasumując, jak jeździ się C4 Picasso? Lekko i przyjemnie, ale pod warunkiem, że wyzbędziemy się sportowych zapędów.

Okiem przedsiębiorcy

Testowany Citroen C4 Picasso w wersji Intensive to wydatek rzędu 98 000 zł, choć przy jego zakupie możemy liczyć na rabat w kwocie około 20 000 zł. Cena po rabacie wydaje się już rozsądna i do przełknięcia. Tym bardziej, że już w standardzie dostajemy bardzo dużo: pełne oświetlenie (ledy, reflektory doświetlające zakręty itd.), atermiczna przednia szyba, komplet systemów bezpieczeństwa (ABS, BAS, EBD, ASR, ESP), komplet poduszek, pakiet miejski (radar, kamera cofania, składane lusterka), system bezkluczykowy, nawigację z dotykowym, personalizowanym ekranem, dwustrefową klimatyzację połączoną ze wspomnianym mniejszym ekranem, za pomocą, którego można sterować radiem, klimą i zestawem głośnomówiącym.

 

 

Podsumowanie

Citroen C4 Picasso to kolejny udany projekt francuskiego koncernu, który ma duże szanse na zapisanie się w historii. Nie jest co prawda aż tak szokująco-awangardowy, jak pierwsza generacja (cóż zdążyliśmy już przywyknąć), ale i tak wyprzedza konkurencję o jakieś 10 lat. Myślę, że kiedy użytkownicy pogodzą się w końcu z koniecznością obsługi dotykowego wyświetlacza na desce rozdzielczej nowa C4-ka będzie coraz częstszym widokiem na naszych drogach. Wszystko za sprawą umiarkowanej ceny zbliżonej do aut konkurencyjnych, przyzwoitych osiągów nieodbiegających od innych samochodów tego segmentu, a przede wszystkim niebanalnej stylistyki, która jeszcze przez wiele lat będzie wyglądała świeżo, przyciągając spojrzenia przechodniów i innych kierowców.

 

 

 

 

źródło: auto-strefa.pl
Wszelkie kopiowanie bez zgody zabronione!

 

Więcej z kategorii Samochody nowe

Drukuj

Email

 

Ceny paliw

Sprawdź ceny paliw w swoim województwie:

mapka

Informacje

fotoradary

video patrole