Autor: Marcin Witkowski
Zdjęcia: Krzysztof Paliński

Jeśli ktoś zapyta Was o luksusowego SUV’a, pierwsze swoje myśli skierujecie do aut takich marek, jak BMW, Audi, Mercedes i nic w tym dziwnego, bo właśnie te marki królują w tym segmencie, przynajmniej na rynku Europejskim. Tak było przez długie lata, co przynajmniej w moim odczuciu skutkowało kompletną nudą i brakiem polotu, to też bardzo ucieszył mnie fakt pojawienia się nowego gracza na polu nieustającej bitwy o klienta. Powiew świeżości niesie ze sobą Infiniti, które nie tylko wypuściło na europejski rynek luksusowego SUV’a, ale aby sprostać wymogom klientów ze Starego Kontynentu zaprojektowało od podstaw silnik diesla i umieściło go pod maską modelu FX. Jak sprawdzi się ten mariaż i czy auta zza Oceanu rzeczywiście mogą bez wstydu konkurować z propozycjami „wielkiej trójki”? Przekonamy się o tym wspólnie, bo właśnie trzymam w ręku kluczyk do najnowszego Infiniti FX30d. Zapraszam na test.

Koniec z nudą, czas na Infiniti!
Już poprzednia generacja FX’a wyglądała świetnie, połączenie amerykańskiego blichtru z japońskimi ostrymi formami i domieszką europejskiej elegancji okazało się być istnym strzałem w dziesiątkę. Auto, mimo iż nie największe wyglądało, groźnie i oryginalnie, budziło respekt i sprawiało wrażenie o numer większego niż w rzeczywistości. Jaki jest natomiast obecny model? Bez wątpienia zachował groźny charakter poprzednika, z tym, że pod każdym względem jest lepszy. Krzywizny i formy nadwozia są jeszcze ciekawsze i naprawdę ma się ochotę zatrzymać na moment i podziwiać subtelne detale, przetłoczenia oraz cały ogrom pracy projektantów, którzy świetnie wywiązali się ze swojego zadania i nadali temu amerykańsko-japońskiemu SUVowi niepowtarzalny charakter. FX wygląda trochę jak bohater japońskiej mangi, jest odrobinę przerysowany, wszystkie jego elementy są aż nadto wyraźne. Maska jest wysoka i dosyć długa, a na jej powierzchni pełno przetłoczeń, które dodatkowo podkreślają wyoblone nadkola skrywające ogromne felgi z niskoprofilowymi oponami. Przód auta to oczywiście potężny grill, wprost ociekający chromem i wąskie, przymrużone paski świateł, które dodatkowo zwracają uwagę na ilość krągłości i załamań karoserii w tej części nadwozia. Najprzyjemniej jednak patrzy się na FX’a z profilu. Widać wtedy jak harmonijnie i spójnie zaprojektowany jest ten samochód, mimo całej swojej masywności i respektu jaki wywołuje u innych uczestników ruchu, nie stracił nic ze swojej lekkości i sportowego charakteru. Linia auta przypomina nieco, bardzo mocno nadmuchane coupe, z wysokim zawieszeniem i na ogromnych kołach. Najciekawsze jest jednak połączenie tego typowego dla amerykanów blichtru i obnoszenia się z przynależnością do klasy wyższej z prawdziwą europejską stonowaną elegancją. Nie wiem jak projektantom udało się pogodzić dwa tak odmienne style w jednym nadwoziu, ale ze swojej pracy wywiązali się świetnie i jeśli chodzi tylko o wygląd to najnowsza odsłona FX’a jest zdecydowanie najciekawszym SUVem ostatnich lat. Parę wydawałoby się niewielkich zmian, które jednak okazują się bardzo znaczące, zaszło z tyłu nadwozia. Oczywiście patrząc z tej perspektywy od razu będziecie wiedzieć, że to następca poprzedniego modelu, zmieniono jednak parę detali, po pierwsze światła, w końcu przyciągają wzrok i ktoś użył do ich zaprojektowania oprócz linijki i ołówka także odrobiny wyobraźni, po drugie cały kształt „pleców” naszego Infiniti jest teraz o wiele bardziej muskularny i narysowany o wiele mocniejszymi i odważniejszymi liniami niż u starszego brata. Ostatnią rzeczą, która jest prawdziwą wisienką na torcie, to oczywiście dwa ogromne wydechy, które jednoznacznie dają do zrozumienia, że z tym samochodem nie ma żartów.

Luksus, luksus i jeszcze raz wygoda
Wygląd zewnętrzny to jednak nie wszystko, bo tak naprawdę przez większość czasu to nie my mamy okazję napawać się widokiem karoserii naszego auta, a inni kierowcy. Dla potencjalnego nabywcy luksusowego SUV’a, oprócz samego stylu nadwozia liczy się też komfort we wnętrzu, a trzeba przyznać, że projektanci FX’a dali sobie tu radę chyba jeszcze lepiej niż przy tworzeniu pięknej karoserii. Po pierwsze chciałbym zaznaczyć, że nasz dzisiejszy bohater wcale nie jest tak duży jak sprawia wrażenie, więc we wnętrzu też nie można się spodziewać takiej ilości miejsca jak w rodzinnym vanie. Nie znaczy to oczywiście, że będziecie narzekać na ciasnotę, jednak proponowałbym dłuższe podróże maksymalnie w składzie czteroosobowym, wtedy możecie mieć pewność, że nawet po wielogodzinnej podróży wysiądziecie z auta bardziej zrelaksowani niż kiedy do niego wsiadaliście. Jak przystało na auta spod znaku nieskończoności, we wnętrzu znajdziemy niemal wszelkie możliwe udogodnienia jakie jesteście sobie w stanie wyobrazić. Materiały użyte do produkcji są oczywiście najwyższej jakości, nie ma tu mowy o żadnych twardych plastikach, czy nieprzyjemnej w dotyku sztucznej skórze. Naturalnie jak przystało na markę z japońskimi korzeniami, nie ma też obaw o jakość montażu, nie uświadczymy nigdzie, żadnych niepokojących szczelin, ani trzeszczenia plastików kiedy jedziemy po wybojach. Z pewnością na chwilę uwagi zasługuje high-endowy system audio firmowany przez uznaną firmę Bose. Mało tego, że przy każdej głośności wydaje z siebie niemal idealnie czyste dźwięki, to dodatkowo auto jest na tyle dobrze wygłuszone, że słuchając głośno muzyki nie zwracamy na siebie uwagi, bo na zewnątrz po prostu nic nie słychać. Jednym zdaniem genialne auto dla kogoś, kto lubi słuchać muzyki naprawdę głośno a nie chce być postrzegany jako „lanser w drogim wozie”. Oczywiście poza dobrymi materiałami, świetnym „graniem” i niebywale wysokim poziomem komfortu liczy się też sam wygląd wnętrza i kolejny raz trzeba przyznać, że projektanci przyłożyli się do swojego zadania i sama stylistyka jest bez zarzutu. Mamy przed sobą wyraźnie zarysowane linie zarówno deski rozdzielczej, jak i tunelu centralnego, kierownicę, która sprawuje się jeszcze lepiej niż wygląda, zegary, które są zarówno czytelne i nie męczące dla oczu kierowcy i detal, który mimo iż do niczego nie służy to cieszy, czyli finezyjne przeszycia tapicerki foteli. Nie wiem, dlaczego wielu ludzi uważa, że młode marki, czyli takie jak Infiniti jeszcze długo nie nauczą się produkować samochodów dorównujących poziomem do swoim europejskim rywalom. Według mnie to kompletna bzdura, bo Infiniti udowadnia modelem FX, że nie tylko zna się na tym co robi, ale może bez wstydu stawać w szranki z takimi tuzami motoryzacyjnego świata jak BMW czy Audi i coraz częściej starzy wyjadacze muszą uznawać wyższość japońsko-amerykańskiego konkurenta.

Sport i oszczędności? Czemu nie
Jako, że FX od zawsze kojarzony był jako bardziej SUV ze sportowym zacięciem, byłem ciekawy jak na jego wizerunek i osiągi wpłynie zamontowanie pod maską wysokoprężnego silnika. Tym bardziej moją ciekawość co do tego mariażu wzbudzał fakt, iż diesel znajdujący się pod maską to po pierwsze zupełnie nowa konstrukcja, a po drugie to pierwszy tego typu motor wyprodukowany przez Infiniti. Wiadomo, że początki zawsze są ciężkie, miałem więc nieco obaw jak bądź co bądź zaledwie 238 konny silnik da sobie radę z ponad dwutonowym autem. Całe szczęście moje obawy zostały szybko rozwiane, już po pierwszych metrach za kierownicą. 550 Nm momentu obrotowego, żwawo rozpędza masywnego FX’a i to przy akompaniamencie dźwięków zupełnie nie przypominających charakterystycznego „klekotu”. Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić to skrzynia biegów, w dzisiejszych czasach ultraszybkich, dwu sprzęgłowych przekładni działanie 7-mio biegowego automatu potrafi czasem zdenerwować, całe szczęście szybko można się nauczyć z nim współgrać i odpowiednimi czynnościami kontrolować jego pracę, ale mimo wszystko uważam, że konkurencja po prostu robi to lepiej. Oczywiście we wszystkim można zobaczyć plusy, a w tym wypadku są dwa, czyli dwie wielkie łopatki do zmiany przełożeń, które są prawdziwym dziełem sztuki użytkowej, a na dodatek są przytwierdzone na stałe i nie obracają się razem z kierownicą, czyli w końcu ktoś zrobił to tak jak powinno być. Wróćmy jednak na chwilę do silnika, który jak już mówiłem bez problemu radzi sobie z ciężkim FX’em, ale zastanawiacie się zapewne jak u niego ze spalaniem. Oczywiście ktoś, kogo stać na ten samochód raczej nie będzie miał problemów z uzbieraniem na tankowanie, ale jeśli ktoś już kupuje diesla to z założenia oczekuje, że będzie mało palił. Tutaj jednak wszystko zależy od kierowcy i od jego stylu jazdy. Kiedy poruszamy się bardzo dynamicznie to spalanie nawet w okolicach 17 litrów nie jest niczym dziwnym, natomiast jeśli jedziemy spokojnie w trasie to FX zmienia swą naturę nie do poznania, mi na przykład udało się zejść do poziomu 6,4 litra na 100km, co przy masie 2100kg, automatycznej skrzyni, napędzie na cztery koła i trzy litrowym silniku to wynik niebywale wręcz dobry. Jak w innych autach spod znaku nieskończoności tak i tutaj mamy do czynienia ze sportowym charakterem, który objawia się zarówno przy przyśpieszaniu, w dźwięku silnika, jak i w jeździe po zakrętach. Na słowa uznania zasługuje system kontroli trakcji, który nie denerwuje swoim działaniem, za to pozwala nam pokonywać zakręty z jeszcze większymi prędkościami, wyższą precyzją i bez obaw o wypadnięcie z drogi. Do wszystkiego dochodzi sportowa kierownica, która w perfekcyjny sposób przekazuje nam informacje płynące z drogi, a poza tym po prostu wygodnie trzyma się ją w dłoni. Na koniec jest jeszcze jedna rzecz, która irytowała mnie w tym bez dwóch zdań cudownym aucie, znak naszych czasów i kolejny elektroniczny pomagier, czyli asystent informujący o niekontrolowanej zmianie pasa ruchu, który jest zbytnio przewrażliwiony i w aucie tak dużym i szerokim jak FX w trakcie jazdy na wąskiej drodze, może doprowadzić człowieka do szału swoim ciągłym pikaniem. Więcej wad nie stwierdziłem, nawet cena, w okolicach 260 tysięcy złotych za auto tej klasy wydaje się być atrakcyjna na tle konkurencji. W takim razie ja poproszę jednego, tylko koniecznie w białym kolorze.

Zapraszamy do komentowania testu na forumsamochodowe.com.
|
Dane techniczne |
Infiniti FX30d GT Premium |
|
Silnik |
turbodiesel, V6, 24 zaw. |
|
Typ zasilania paliwem |
wtrysk bezpośredni Common Rail |
|
Pojemność |
2993 cm³ |
|
Moc maksymalna |
175 kW (238 KM), 3750 obr/min |
|
Maks. moment obrotowy |
550 Nm, 1750 - 2500 obr/min |
|
Skrzynia biegów |
automatyczna, 7-biegowa |
|
Zbiornik paliwa |
90 l |
|
Napęd |
4x4 |
|
Wymiary (dł./szer./wys.) |
4865 x 1925 x 1680 mm |
|
Masa własna / ładowność |
2100 / 540 kg |
|
Pojemność bagażnika / po złożeniu siedzeń |
410 / 1305 l |
|
Spalanie: miasto/trasa/średnie |
11,2 / 7,8 / 9,0 (średnia z testu: 10,0) |
|
Emisja CO2 |
238 g/km |
|
Prędkość maksymalna |
212 km/h |
|
Przyśpieszenie 0-100 km/h |
8,3 s |
|
Cena wersji podstawowej |
263 300 zł (FX30d wersja GT) |
|
Cena wersji testowej |
289 200 zł |
źródło: auto-strefa.pl
Wszelkie kopiowanie bez zgody zabronione!
