65 osób online
19:00 18 Maj 2012
| wtorek, 09 sierpnia 2011 21:36 |
|
Autor: Karol Hatylak
Choć premiera nowego modelu C5 odbyła się w 2008 roku, nadal nie milkną pozytywne opinie na jego temat. Ba, z czasem przybywa ich coraz więcej. Nie mówię tu tylko o stylistyce, właściwościach jezdnych itp., ale przede wszystkim o komforcie. Wszyscy podziwiają jego stylistykę, linię nadwozia, kształt reflektorów, hydro-pneumatyczne zawieszenie.
Na pierwszy rzut oka Citroen wydaje się duży. Wrażenie to potęgują wielkie przednie łezkowate reflektory, pod którymi umieszczono diodowe światła do jazdy dziennej. Uwagę zwracają również kierunkowskazy połączone ze światłami przeciwmgłowymi. Choć nie wiem czy jest to dobre rozwiązanie. Wrażenie wielkości potęguje również potężne logo marki, rozciągnięte tak, że z powodzeniem mogło by być listwą boczną opisywanej wcześniej Hondy Jazz. Muszę tu również przyznać, że patrząc na C5-kę mam wrażenie, że stoi przede mną Renault Laguna. Choć nie każdy musi pomyśleć to samo. Jeżeli chodzi o samą linię boczną nadwozia nie ma się do czego przyczepić. Wszystko ładnie, pięknie, drzwi z eleganckimi przetłoczeniami płynącymi od przedniego nadkola, aż po tylną lampę. Chromowana listwa boczna, reflektory zachodzące na błotniki. Naprawdę ładnie, pomimo tego, że wciąż pozostaje wrażenie, że gdzieś to już widziałem.
Skupmy się na wnętrzu. Wiele osób chwali jakość użytych materiałów. Owszem jeżeli chodzi o tę kwestię, nie ma się do czego przyczepić. Plastiki są miękkie, dobrze spasowane, przyjemne w dotyku. I choć wnętrze może nie powalać swoją stylistyką, to jednak nie można zarzucić mu braku estetyki. Muszę przyznać, że najbardziej przypadła mi do gustu kierownica – choć o niej za chwilę - oraz zegary, chociaż niektórzy narzekają na to, że cyferki są trochę za małe, a przez to słabo widoczne. Wielką wadą, przynajmniej dla mnie, bo jeżdżąc często używam tej funkcji „komunikacji z innymi kierowcami”, by podziękować, bądź przeprosić – interpretację pozostawiam zawsze temu z tyłu – jest umiejscowienie przycisku włączającego światła awaryjne. Jest on naprawdę daleko. Wadą jest też umiejscowienie wyświetlacza nawigacji. Choć sama jego pozycja nie jest zła, to jednak ustawiony jest stosunkowo płytko i pod takim kątem, że bardzo często odbija się w nim światło, co sprawia, że niewiele wtedy na nim widać. Ale myślę, że zgodzicie się ze mną, że to są niewiele znaczące drobiazgi.
Ale usiądźmy już wygodnie, zapnijmy pasy, przekręćmy kluczyk i skupmy się na silniku. Testowany przez nas model wyposażono w 2-litrowy wysokoprężny silnik o mocy 163 KM. Dzięki nowoczesnej technologii Common Rail oraz 6-biegowej manualnej skrzyni biegów charakteryzuje się on naprawdę świetną kulturą pracy. Silnik chodzi cicho, równomiernie. Niezależnie od pory dnia oraz roku. Silnik ten udowadnia, że nowoczesne silniki diesla nie mają już nic wspólnego z czasami, kiedy budziło się całe osiedle, gdy rankiem na mrozie sąsiad odpalał swojego „ropniaka”. Na uznanie zasługuje również duży moment obrotowy (340 Nm). Naprawdę robi wrażenie. Choć może on być kłopotliwy, szczególnie jeśli na co dzień poruszamy się głównie po mieście. Stajemy wtedy przed wyborem, albo ruszamy sporo później od samochodu przed nami, ryzykując klakson od nerwowego kierowcy z tyłu (szczególnie gdy stoimy na lewoskręcie), bądź też to, że wskoczy przed nas jakieś małe zwinne autko. Można też przytrzymać troszkę dłużej sprzęgło, lecz to na dłuższą metę może sporo kosztować.
Citroenem podróżuje się naprawdę komfortowo. Nie odczuwa się prędkości. Fotele są bardzo wygodne, silnik cichy i dynamiczny. Rozstaw osi (2815 mm) oraz samo zawieszenie sprawiają, że jazda to czysta przyjemność. Dodatkowo jeszcze naszego Citroena możemy wyposażyć w zawieszenie Hydroactive III+. Choć nie jestem jego zwolennikiem i sądzę, że na co dzień raczej nikt nie będzie w ogóle korzystał z tej opcji, to jednak uważam, że inżynierom Citroena należy się szacunek za pomysłowość. Ciężko jest w kilku zdaniach powiedzieć wystarczająco dużo o tym zawieszeniu. W prostych słowach, chodzi o to, że bardzo łatwo, w razie konieczności można jednym ruchem ręki, w ciągu krótkiej chwili obniżyć, lub bardzo podnieść auto. Obniżenie zawieszenia ma służyć ułatwieniu załadunku ciężkich przedmiotów. Wiem, że znajdą się osoby, które powiedzą: jak często wozicie coś tak ciężkiego, że trudno jest oderwać to od ziemi? Lub: nie balibyście się wkładać coś ciężkiego, a co za tym idzie, pewnie dużego przedmiotu do samochodu za ponad 100 tys. złotych? Ale co z tego? Komfort polega na możliwości robienia wszystkiego najprościej i przy najmniejszym nakładzie siły. Fajnie jest mieć w zanadrzu taką opcję. Nawet jeżeli nigdy z niej nie skorzystamy. Tryb drugi, czyli podniesienie auta, przydaje się gdy zjeżdżamy na nieutwardzoną drogę. Pozwala również na parkowanie w miejscach, w których z uwagi na wysoki krawężnik, dotychczas odważyli się parkować tylko przedstawiciele handlowi.
Zapraszamy do komentowania testu na forumsamochodowe.com.
źródło: auto-strefa.pl |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
|
Video
Auto-strefa prezentuje:
Spis marek aut