Abarth Punto Evo 1.4 MultiAir - Włoski skorpion

sobota, 06 sierpnia 2011 16:55

Autor: Marcin Witkowski

 

Zdjęcia: Krzysztof Paliński

 

 

       

 

Jeśli znajome wam są dzieje włoskiego sportu samochodowego, na pewno nieobce jest wam też nazwisko pewnego Austriaka: Carla Abartha. Ten człowiek stał się początkiem legendy, która z pewnymi przerwami trwa do dziś. Tą legendę jest oczywiście słynna marka Abarth, która przed kilkoma dziesięcioleciami zasłynęła przygotowując cywilne modele Fiatów do sportu. Robili to na tyle dobrze, że wreszcie stali się nadwornym tunerem marki z Turynu, a to niesamowite wyróżnienie, które świadczy o poziomie geniuszu austriackiego konstruktora. Niestety niesprzyjające koleje losu i lata złej koniunktury na rynku sprawiły, że firma założona przez poczciwego Carla umarła śmiercią naturalną. Jednak parę lat jakiś przytomny Włoch, pobudzony porannym espresso wpadł na pomysł wskrzeszenia legendarnej marki, wynikiem czego dziś stoję naprzeciwko wściekle czerwonego auta z wizerunkiem skorpiona na masce. Jaki jest najnowszy Abarth Punto Evo, dowiecie się czytając dzisiejszy test. Zapraszam!

 

       

 

Sportowa dyskrecja

Zacznijmy jednak od początku, po pierwsze to, co widzicie na zdjęciach to wcale nie jest podrasowany Fiat Punto, odkąd na jego masce zagościł skorpion, ten samochód nazywa się Abarth Punto Evo, jad pajęczaka okazał się tak silny, że biedna „Kropka” kompletnie zmieniła swoją osobowość i nazwisko. Już na pierwszy rzut oka widać, jakie zmiany zostały poczynione względem wersji dla normalnych ludzi. Auto jest zaprojektowane według dobrego włoskiego stylu, rzuca się w oczy, ale robi to z klasą i gracją. Kształt samej karoserii nie zmienił się znacząco, dołożono jedynie delikatne nakładki na nadkola, które optycznie poszerzają nasze Punto, troszkę jednak, przynajmniej mi, przeszkadza to, że bądź, co bądź owe poszerzenia to tylko nakładki, cóż takie czasy dziś o większości spraw decydują księgowi, a nie styliści. Kolejna sprawa to przemodelowane przedni i tylny zderzak, zmiany nie są może szczególnie rewolucyjne, ale trzeba przyznać, że wprowadzono je tak umiejętnie, iż dodają autu sporo agresywności i świeżości. Rzeczą, której wprost nie sposób przegapić, są 17-to calowe felgi o przepięknym wzorze, jakiego próżno szukać na jakimkolwiek innym samochodzie. Dodatkowo czoło ich ramion wypolerowano, natomiast resztę polakierowano czarnym matowym lakierem, dekorując wszystko, niczym wisienką na torcie, rysunkiem skorpiona na „kapslach”. Natomiast za tymi przepięknymi obręczami skrywają się spore tarcze hamulcowe opatrzone wściekle czerwonymi zaciskami firmowanymi przez Brembo. Najlepsze jest jednak w Abarthcie to, że nie jest wulgarnym autem, nie znajdziecie tu kuriozalnych poszerzeń, zderzaków szorujących po asfalcie ani spojlera, który wielkością odpowiada ławce w parku. Mamy tylko cała gamę stylowych dodatków, które nadają nieco sportowego sznytu i podkreślają ponadprzeciętną urodę tego małego miejskiego hatchbacka.

 

       

 

Ciemne wnętrze, kto powiedział, że to coś złego?

Przejdźmy jednak do środka, bo tutaj sporo się zmieniło w stosunku do normalnego Punto Evo. Pierwsza rzecz, jaka rzuci wam się w oczy to fenomenalne fotele, wyglądają po prostu świetnie, jak prawdziwe rasowe wyścigowe „kubły”!! Głębokie, bez oddzielnego zagłówka, za to z logiem Abartha. Cieszy też fakt, że producent zrezygnował z obicia siedzisk skórą, za to pozostał przy czarnym materiale, który daje o wiele lepszą przyczepność. Umówmy się skóra na siedzeniach sportowego wozu od razu daje nam do zrozumienia, że właściciel to zwykły lanser a nie prawdziwy zapaleniec szybkiej jazdy, a patrząc na fotele Punto Evo od razu wiemy, że dla właściciela od podbudowywania własnego ego ważniejsze są osiągi i „Lubię to!”. Jedno jest pewne tak dobrych foteli nie widziałem dawno w żadnym, nawet droższym nowym aucie i pewnie długo nie zobaczę, chociaż inni producenci powinni brać przykład z Abartha. Cała kabina małego Włocha sprawia wrażenie bardzo ciemnej, to za sprawą czarnej tapicerki, czarnej deski rozdzielczej no i oczywiście czarnej podsufitki, która dodatkowo dodaje wszystkiemu smaczku. To, że wnętrze jest „ciemne” nie znaczy jednak, że to wada, wręcz przeciwnie, jesteśmy ciasno otuleni atmosferą sportowych doznań, skupiamy się tylko na drodze, a cała reszta to tylko czarna otchłań przeszłości, którą zostawiamy za sobą. Rozejrzyjmy się jednak po reszcie kabiny, oczywiście przed oczami zobaczymy bardzo czytelne zegary, utrzymane w tonacji czerwono-żółtej, czyli nawiązującej do barw marki Abarth, na chwilę uwagi zasługuje również kierownica, która daje spore poczucie kontroli nad tym małym wariatem. Reszta to już właściwie zwykłe Punto Evo, jedynymi akcentami, które wymieniono to pedały i gałka zmiany biegów, częściowo zrobiona z chłodnego szczotkowanego aluminium i ozdobiona napisem ABARTH. Jest jeszcze jedna rzecz, o której nie wspomniałem, co z resztą zrobiłem celowo, bo chciałem zostawić ten detal na deser. Rzeczą, o której mówię jest mała dźwigienka, niepozornie wystająca z przedniej części tunelu środkowego, jest tak mała, że ktoś mniej uważny mógłby ją przeoczyć, ale nie dajcie się zwieść, ten mały kawałem plastiku to istny kolec jadowy naszego skorpiona. Jeden ruch może zupełnie odmienić oblicze naszego auta, ciągniemy dźwigienkę w stronę litery „N” i Punto robi się potulne jak baranek, ospale reaguje na gaz, wycisza swój wydech, staje się mniej bezpośrednie, jakby nieco miękkie. Wtedy możemy pooszczędzać paliwo i udawać sami przed sobą, że jeździmy grzecznym miejskim kobiecym wozidełkiem, generalnie w trybie „Normal” nie dzieje się nic ciekawego i nie warto z niego korzystać, lepiej przesunąć dźwigienkę w kierunku napisu „SPORT” i odkryć zupełnie szaloną naturę tego samochodu. Kiedy tylko Punto wejdzie w tryb sportowy, czujemy momentalnie jak w jego żyłach zaczyna pulsować jad, a do tej pory spokojny hatchback zaczyna szaleć, opętany rządzą jak najszybszej jazdy przed siebie. Wydech zaczyna być coraz głośniejszy i krzyczy domagając się jeszcze wyższych obrotów, układ kierowniczy momentalnie twardnieje i staje się bardziej bezpośredni, może nie jest porównywalny w swojej precyzji do skalpela, ale pozwala sprawnie pokonywać, nawet ostre zakręty, bez cienia zawahania. Co ciekawe komfort resorowania też nie należy do najgorszych, oczywiście czuć sporą twardość zawieszenia, ale tłumienie jest naprawdę dobre, możemy być pewni że nie nabawimy się kompresji kręgosłupa, a przy tym czujemy jak Abarth bez wzruszenia zachowuje stabilność nawet na szybkich zakrętach. Pomówmy też trochę o sercu naszego Punto Evo, pod maska znajdziemy, bądź co bądź niewielki silnik o pojemności 1,4 litra, za to wyposażony w turbosprężarkę i czerwoną osłonę pokrywy zaworów, która może nie dodaje mocy, ale poprawia samopoczucie właścicielowi. Moc, jaką deklaruje producent to 165 koni, fakt to może nie powala na kolana, ale z małym i lekkim Punto radzi sobie świetnie, ma jednak pewien mankament - to nieposkromiony apetyt na paliwo. Fakt Abarthem da się jeździć oszczędnie, nawet bardzo, ale przecież nie o to tu chodzi. Przy agresywnej jeździe bak wysycha szybciej niż deszcz, który spadł na pustynie Gobi, w ciągu 15 minut bardzo żwawej jazdy udało mi się pozbyć ¼ zbiornika (!), to jednak zdecydowanie za szybko, bo niemal cały czas musimy wypatrywać stacji benzynowych, a to przecież nie jest środowisko naturalne skorpiona. Oczywiście to wszystko to nie tylko wina sporego spalania, ale też zbyt małego baku jak na tak prawdziwie ognistego hatchbacka.

 

           

 

Jad, który uzależnia…

Podsumujmy wreszcie spotkanie z najnowszą odsłoną legendarnych pojazdów spod znaku skorpiona. Jedno jest pewne, to auto nie jest przeznaczone dla ludzi, którzy chcą się pokazać w samochodzie wyglądającym na sportowy, który ostentacyjnie rzuca się w oczy żeby wykrzyczeć jak bardzo jest szybki i zakamuflować tym samym braki w majtkach właściciela. Abarth nie obnosi się ze swoją sportową naturą, fakt nie brakuje mu stylistycznych smaczków, ale te w pełni docenią tylko znawcy tematu. Punto Evo buduje wokół siebie w niezwykle uwodzicielski sposób atmosferę mocnego związania z kierowcą, szaleńczego wyścigu z czasem i walki z własnymi niedoskonałościami. Pamiętajcie jednak, aby nie używać trybu Normal, tylko żyć pełnią życia i korzystać z pełni możliwości auta. Jednego mi jednak w tym samochodzie brakuje, aby pokochać go pod każdym względem, już teraz kocham go za jego wspaniały włoski styl, za powściągliwość w pokazywaniu swoich możliwości, za świetne fotele i bardzo dobre prowadzenie, a nawet za absurdalnie wysokie spalanie, oraz parę innych rzeczy. Jedyne, czego mi brakuje to więcej jadu, więcej mocy, jednym słowem czekam na spotkanie z wersją „essesse” ;)

 

 

Zapraszamy do komentowania testu na forumsamochodowe.com.

 

 

Dane techniczne Abarth Punto Evo 1.4 MultiAir
Silnik benzynowy, turbo, R4, 16v
Typ zasilania paliwem wtrysk wielopunktowy
Pojemność 1368 cm³
Moc maksymalna 121 kW (165 KM), 5500 obr/min
Maks. moment obrotowy 250 Nm, 2500 obr/min
Skrzynia biegów manualna, 6-biegowa
Zbiornik paliwa 45 l
Napęd napędzane koła przednie
Wymiary (./szer./wys.) 4065 x 1721 x 1478 mm
Masa własna / ładowność 1230 / 405 kg
Pojemność bagażnika / po złożeniu siedzeń 275 / 1030 l
Spalanie: miasto/trasa/średnie  8,0 / 5,0 / 6,1 ( średnie testu: 8,6 )
Emisja CO2 142 g/km
Prędkość maksymalna 213 km/h
Przyśpieszenie 0-100 km/h 7,9 s
Cena wersji podstawowej 72 590
Cena wersji testowej 81 340

 

 

źródłoauto-strefa.pl
Wszelkie kopiowanie bez zgody zabronione!


Więcej z kategorii Samochody nowe

Drukuj

Email

 

Ceny paliw

Sprawdź ceny paliw w swoim województwie:

mapka

Informacje

fotoradary

video patrole