Autor: Marcin Witkowski
Zdjęcia: Paweł "Kaczy" Kaczor

Parafrazując reklamę jednego z banków: jak mówimy tak robimy. Obiecaliśmy coś niezwykłego i dlatego dziś przed wami auto, którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać czyli Corvette C6. Jakie jest to „amerykańskie Ferrari”, czy wzorem innych aut zza wielkiej wody zakręty są jej obce, a może to wyjątek od tej reguły. O wszystkich motoryzacyjnych uniesieniach za kierownicą tego cudownego auta opowiem wam dzisiaj. Zapraszam na jubileuszowy już setny test na łamach auto-strefy.pl

Zbieg szczęśliwych wypadków
Na kilkanaście tygodni przed setnym testem zaczęliśmy się zastanawiać czym moglibyśmy was zaskoczyć i jednocześnie podziękować za 2 lata spędzone razem. Było wiele propozycji i pewnie kilka z nich wykorzystamy w późniejszym czasie, dziś jednak stwierdziliśmy, że zaprezentujemy wam auto, które jest absolutna ekstraklasą w motoryzacyjnym świecie. W wyniku tych wszystkich wydarzeń dziś stoję przed czarną Corvettą C6 w wersji cabrio z kluczykami w drżącej dłoni. Historii tego auta chyba nikomu nie trzeba przedstawiać, każdy mały chłopiec marzył przynajmniej raz w życiu żeby zasiąść za kierownicą tego super sportowego wozu, nie inaczej było ze mną. Uwierzcie mi że dziwnie jest stanąć oko w oko ze swoim marzeniem z dzieciństwa, głowa jest wtedy pełna obaw, co będzie jak Corvetta wcale nie jest taka dobra? Co ja powiem kolegom, że jeździłem C6 bez dachu i jestem zawiedziony? Zrujnowałbym nie tylko swój światopogląd ale też i ich. Z drugiej jednak strony ciekawość małego chłopca bierze górę i z rumieńcami na twarzy podchodzę nieco niepewnie do czarnej płaszczki, postawionej na wielkich aluminiowych felgach. Trzeba przyznać, że poza fenomenalną trzecią generacją to chyba najładniejsza generacja tego auta, a już na pewno najbardziej sportowa. Model C5 też był świetny, ale mimo wszystko uważam, że psuły go te wysuwane reflektory, zaburzały idealnie opływową linię samochodu i wyglądały nieco groteskowo, w obecnej generacji nie ma już tego detalu i wszystko tworzy spójną całość bez ani jednej fałszywej nuty. Auto przed którym stoję jest kwintesencją filozofii marki i pomysłu na amerykańskiego konkurenta dla takich marek jak Ferrari czy Lamborghini. Po raz pierwszy na łamach auto-strefy gościmy samochód, który nie jest tylko usportowioną wersją jakiegoś nudnego pojazdu, Corvetta od początku do końca jest autem zaprojektowanym z myślą o jak najszybszej jeździe i co najważniejsze nie tylko po prostych amerykańskich autostradach ale i po krętych drogach, co udowodniła wykręcając świetny czas na Nuburgringu. Najnowsza wersja C6tki w najmocniejszej specyfikacji pokonała tam nawet przeczącego prawom fizyki Nissana GTR. A teraz przypomnijcie sobie głosy sceptyków, którzy przy prezentacji obecnej generacji sportowego Chevroleta mówili, że auto z zawieszeniem zaprojektowanym według tej samej reguły co w poczciwym polonezie nie ma prawa dobrze skręcać, jak widać nie można oceniać książki po okładce, a już na pewno nie po plotkach zasłyszanych na jej temat. Wróćmy jednak do wyglądu zewnętrznego naszego bohatera. Całość została zaprojektowana według standardowego wzorca dla aut sportowych, czyli szeroko i nisko i fakt jest bardzo szeroko, Vette ma prawie 2 metry szerokości, a przy tym zaledwie 1,20cm wysokości. Mamy tu nisko poprowadzoną długą maskę, skrywającą pod swoją pokrywą potwora o pojemności 6 litrów, następnie naszym oczom ukazuje się łagodnie wznoszącą się przednia szyba i nisko poprowadzoną linia dachu, dalej to już klasyczna Corvetta z pionowo ściętym tyłem charakterystycznymi dwoma parami świateł i czterema końcówkami wydechu wydającymi z siebie prawdziwą symfonię dźwięków, która według mnie powinna być uznana za hymn USA. Widać że auto jest zaprojektowane tak, aby być jak najbardziej opływowe i stabilne podczas pokonywania szybkich zakrętów. Nie ma tu żadnych niepotrzebnych wlotów powietrza, kuriozalnych spojlerów i tym podobnych dziwactw, każdy element jest przemyślany i podporządkowany jak najlepszym osiągom. Nawet klamki drzwi są schowane tak, aby nie powodować niepotrzebnych zawirowań powietrza. Całe nadwozie jest niemal całkowicie gładkie i pozbawione niepotrzebnych kantów czy załamań, jedyne wycięcia to te usytuowane zaraz za przednimi kołami i są tam tylko dlatego że muszą, bo odpowiadają za chłodzenie przednich potężnych tarcz hamulcowych. Jednym zdaniem patrzysz na to auto i od razu wiesz ze nie ma z nim żartów, że to nie jest żadna pseudo sportowa zabawka do lansowania się pod nocnymi klubami, tylko prawdziwe narzędzie to połykania kolejnych kilometrów i zakrętów.

Pierwszy raz za kierownicą marzenia
Na Corvette cudownie się patrzy, ale dziecięce marzenia coraz bardziej poganiały mnie żebym wreszcie wsiadł do środka odpalił silnik i zostawił cały świat za sobą w kłębach dymu z tylnych opon. Jednak zanim to nastąpi czas przyjrzeć się wnętrzu. Według obiegowych opinii każdy amerykański samochód ma tandetne wykończenie i osobie przyzwyczajonej do europejskich standardów zawsze będzie tam coś nie pasować. Nie spodziewałem się więc wiele nawet po takim aucie jak Corvette. Fakt mamy przed sobą morze czarnego plastiku bardzo niskiej jakości, cała masę pokrętełek i przełączników, których działanie nie jest wcale oczywiste przy pierwszym kontakcie, ale to nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Ważne są tylko te mocne akcenty, które dobitnie potwierdzają w jakim aucie siedzimy. Po pierwsze szeroki mocno zaznaczony tunel środkowy, wysoko poprowadzona linia okien, budzące respekt zegary z logiem Corvette, wyskalowane aż do 200 mil na godzinę. Cieszy kierownica, która wreszcie nie jest za duża, a dodatkowo dobrze trzyma się ją w dłoni. Niesamowite jest poczucie siedzenia niemal na asfalcie i punkt widzenia na innych użytkowników dróg, niby zerkamy na nich z dołu, ale i tak każdy wie kto tu jest górą. Nie ma sensu przedłużać rozmawiania na temat wnętrza bo tutaj niewiele się dzieje i od razu widać, ze nie ten element był priorytetem dla konstruktorów. Jedyne co trzeba zrobić przed ruszeniem w drogę to zdjęcie dachu, przecież siedzimy w wersji cabrio. Teraz czas na odpalenie sześciolitrowego potwora. Po przekręceniu kluczyka wszystkie wskaźniki poruszają się od zera do swoich maksymalnych wartości, przy akompaniamencie zasysających paliwo pomp, specjalnie przedłużam tą chwilę, bo przecież zaraz mam skonfrontować moje dziecięce marzenia z rzeczywistością, emocje sięgają zenitu. Popycham kluczyk do następnej pozycji, do moich uszu dociera tępe szuranie rozrusznika, a zaraz potem grzmot widlastej ósemki budzącej się do życia. Całe nadwozie zaczyna lekko i przyjemnie wibrować i od tej chwili wszystko przestaje się liczyć. Bulgot wielkiego silnika jest wprost powalający, na wolnych obrotach to typowo amerykańskie brzmienie, głębokie i donośne prezentujące całą gamę niskich tonów. To jednak w ogóle nie zapowiada jak wielki potencjał drzemie w tym silniku, który podlany odpowiednia dawką paliwa zmienia się wprost nie do poznania. Póki co można go porównać do wielkiego i silnego, ale jednak mocno zaspanego i bardzo potulnego niedźwiedzia. Swoją drogą to niesamowite, że silnik o pojemności sześciu litrów w ogarniętej manią wielkości Ameryce jest określany mianem small block. Ciekawe w takim razie co dla nich jest big blockiem, bo dla mnie jak i dla każdego przeciętnego europejczyka tak duże V8 z pewnością nie może być uznane za małe. Silnik nie jest co prawda szczytem zaawansowania technicznego, mamy tutaj tylko dwa zawory na cylinder, żadnego wspomagania w postaci turbiny lub kompresora i innych nowinek technicznych. Tutaj zdecydowanie postawiono na pojemność, motor nie jest specjalnie wyżyłowany, ale za to bardzo podatny na modyfikacje i silniki LS2, czyli takie jak w naszym aucie bez trudu i dużych nakładów finansowych osiągają moce nawet o kilkaset koni większe niż seryjnie. Wróćmy jednak do wrażeń za kierownicą tego amerykańskiego sportowca. W naszym egzemplarzu była zamontowana automatyczna sześciobiegowa skrzynia, trochę mnie to martwiło, bo te auta są zdecydowanie szybsze kiedy mamy do dyspozycji manualną przekładnie, jednak z biegiem czasu i upływem kolejnych kilometrów doszedłem do wniosku, że wybór automatu jest do tego auta akurat idealny. Tak to już jest wśród aut sportowych, że wersje z zamkniętym nadwoziem są z reguły użytkowane do szybkiego pokonywania torów wyścigowych i szeroko pojętej agresywnej jazdy, natomiast kabriolety to bardziej samochody do jazdy na co dzień i nie oszukujmy się też do lansu na wielkomiejskich bulwarach. Automat w naszym Corvette odbiega standardami od europejskich dwusprzęgłowych nowoczesnych konstrukcji, które zmieniają przełożenia w czasie szybszym od mrugnięcia okiem. Tutaj każda zmiana biegu to długie chwile, ale w tym aucie to nie ma żadnego znaczenia, bo i tak każda chwila spędzona za jego kierownicą to czysta przyjemność i umówmy się jeśli kupilibyście go z myślą o wykręcaniu najlepszego czasu na kolejnych okrążeniach toru to wybralibyście wersje z manualem. Wróćmy jednak do wrażeń z jazdy, a przecież jest o czym mówić, z perspektywy kierowcy Vette wszystko wygląda inaczej niż w normalnym samochodzie, siedzimy niemal na asfalcie, każde dodanie gazu powoduje atomowe przyśpieszenie, bo mimo powolnie działającej skrzyni biegów silnik ma tyle pary, że nic nie jest w stanie go powstrzymać w rozpędzaniu lekkiego nadwozia. Co do prowadzenia, to tutaj rzeczywiście przeczy prawom fizyki, bo im szybciej jedziemy tym pewniej czujemy się na zakrętach, auto wydaje się jakby przyssane do drogi, a rozdzierający powietrze ryk z czterech wydechów sprawia, że adrenalina uderza nam do mózgu i wylewa się uszami. Uwierzcie mi takich emocji nie uświadczycie w żadnym pseudo sportowym aucie opartym na miejskim kompakcie, lub sedanie klasy wyższej z dużym silnikiem pod maską. Czuć od razu, że to auto przemyślane od początku do końca właśnie pod kątem dawania radości z jazdy tylko i wyłącznie temu ma służyć. Nikomu nie zależy, żeby był komfortowy, żeby pomieścił całą rodzinę i bagaż na wakacyjna wyprawę. W przypadku kabrioletu chodzi tylko i wyłącznie o motoryzacyjny „fun”, aby popędzić bez dachu 250 km/h na godzinę, a potem powoli przetoczyć się przez jedną z nadmorskich miejscowości i zaparkować pod modną kawiarnią. Właśnie z tego powodu kochamy samochody, kupujemy je nie tylko po to aby dowiozły nas z punktu A do B, czasem chodzi nam o to aby obudził się w nas ten mały chłopiec (lub mała dziewczynka) i oddać się bezsensownemu pokonywaniu kolejnych kilometrów.

Czy jest dobry? Nie wiem, dla mnie jest najlepszy
Nie odpowiem wam na pytanie czy Corvetta jest lepsza czy gorsza od swojej konkurencji, po pierwsze dlatego, że nie jeździłem dużą ilością aut z tego segmentu, po drugie dlatego, że nie mogę zachować obiektywizmu kiedy mówimy o moim dziecięcym marzeniu. Jedno jest pewne to niesamowite auto, które daje nieprawdopodobną radość z jazdy zarówno w amerykańskim jak i europejskim rozumieniu tych słów. Cieszę się, że po spędzeniu czasu za kierownicą Corvette nie zrujnowałem swojej psychiki, bo to czego doświadczyłem było nawet lepsze niż moje wyobrażenia. Teraz kiedy zrealizowałem jedno ze swoich motoryzacyjnych marzeń, na to miejsce mam kolejne. Chce mieć jedną czarną Vette w swoim garażu, tylko że jednak w wersji z dachem ;)
Zapraszamy do komentowania testu na forumsamochodowe.com.
|
Dane techniczne |
Chevrolet Corvette Vette |
|
Silnik |
6.0 i V8 |
|
Typ zasilania paliwem |
wielopunktowy wtrysk |
|
Pojemność |
5967 cm³ |
|
Moc maksymalna |
405 KM, 6000 obr/min |
|
Maks. moment obrotowy |
543 Nm |
|
Skrzynia biegów |
automatyczna |
|
Zbiornik paliwa |
68 l |
|
Napęd |
napędzane koła tylne |
|
Wymiary (dł./szer./wys.) |
4435 x 1844 x 1246 mm |
|
Pojemność bagażnika / po złożeniu siedzeń |
144 / 295 l |
|
Prędkość maksymalna |
290 km/h |
|
Przyśpieszenie 0-100 km/h |
4,2 s |
źródło: auto-strefa.pl
Wszelkie kopiowanie bez zgody zabronione!
